Opieka jako dobro publiczne: kiedy »prywatne lepsze« przestaje działać

Opieka nad osobami niesamodzielnymi bywa dziś towarem, którego jakość zależy od zasobności portfela — a tam, gdzie na człowieku się zarabia przy słabej kontroli, rynek premiuje marżę, nie troskę. Razem chce odwrotnej zasady: opieka i podstawowe usługi publiczne jako dobro powszechne, solidarnie finansowane z podatków. Prywatna opieka nie znika z tego obrazu — stawką jest to, kto za nią płaci i na jakich zasadach jest świadczona.

Frans Hals, „Regentki przytułku dla starców" (1664) — grupa kobiet zarządzających instytucją opieki, malowana surowym, poważnym światłem.

Kiedy ktoś przestaje radzić sobie sam — po udarze, na starość, z ciężką niepełnosprawnością — opieka nad nim staje się jedną z tych spraw, które państwo albo bierze na siebie jako zadanie wspólne, albo spycha na rodzinę i na rynek. Partia Razem opowiada się za pierwszym rozwiązaniem: opieka i podstawowe usługi publiczne mają być dobrem powszechnym, solidarnie finansowanym z podatków, a nie towarem, którego jakość zależy od zasobności portfela. U podstaw tego wyboru leży spór starszy niż jakikolwiek pojedynczy postulat — spór z prywatyzacją usług publicznych i z założeniem, że „prywatne zawsze lepsze niż publiczne". Z tej ogólnej zasady wynikają wszystkie bardziej szczegółowe postulaty opisane w pozostałych tekstach serwisu — od asystencji osobistej po deinstytucjonalizację.

Logika »prywatne lepsze« i jej koszt w usługach społecznych

Argument za komercjalizacją usług społecznych brzmi zawsze podobnie: prywatny właściciel, zmuszony konkurencją, zrobi to samo taniej i sprawniej niż ospały urząd. W wielu dziedzinach gospodarki ta intuicja bywa trafna. Problem zaczyna się tam, gdzie „klientem" jest osoba, która nie może wybrać innej oferty, wyjść ani skutecznie się poskarżyć — leżąca po udarze, z zaawansowaną demencją, zależna od cudzej dobrej woli w każdej godzinie doby. W takiej relacji mechanizm rynkowy, który gdzie indziej wymusza jakość, zaczyna premiować co innego niż troskę. Każda złotówka wydana na dodatkową opiekunkę, lepsze jedzenie czy remont łazienki to złotówka mniej marży, a osoba, na której się oszczędza, najczęściej nie jest w stanie tego zgłosić. Konkurencja działa tylko wtedy, gdy odbiorca usługi ma realną możliwość odejścia z nią do kogoś innego — a tej możliwości człowiek unieruchomiony w łóżku po prostu nie ma.

Skala prywatnego świadczenia opieki całodobowej w Polsce jest dziś znaczna i słabo policzona. Obok publicznej sieci — według GUS w 2024 r. działały w kraju 2 232 zakłady stacjonarne pomocy społecznej, dysponujące 134,1 tys. miejsc dla 124,5 tys. mieszkańców — rośnie odrębny segment komercyjny: placówki całodobowej opieki prowadzone na podstawie przepisów o działalności gospodarczej, które wojewodowie ewidencjonują w osobnych rejestrach (przykład: rejestr wojewody mazowieckiego). Właśnie na styku prywatnych i publicznych domów opieki najlepiej widać, dlaczego dobra jakość nie bierze się sama z faktu, że ktoś na niej zarabia.

Jak wygląda nadzór nad tym rynkiem, pokazała kontrola Najwyższej Izby Kontroli. W raporcie z 2020 r. NIK ustaliła, że na koniec 2018 r. co najmniej 108 placówek zapewniało w Polsce całodobową opiekę osobom starszym, chorym i z niepełnosprawnościami bez wymaganego zezwolenia, a część działała tak latami. Izba nazwała nadzór państwa nad takimi placówkami wprost „pozornym". Kary okazały się fikcją: spośród 142 ukaranych placówek 96% prowadziło działalność dalej, bo koszt dostosowania się do standardów przewyższał grzywnę, a i tak ściągnięto tylko około jednej trzeciej nałożonych kwot. NIK zarekomendowała, by prowadzenie placówki bez zezwolenia stało się przestępstwem — z uwagi na realne zagrożenie dla życia i zdrowia mieszkańców.

Zastrzeżenie do liczb. Dane o placówkach opiekuńczych pochodzą z GUS oraz z kontroli NIK i opisują stan sektora — nie są policzeniem prowadzonym przez Partię Razem ani elementem jej programu. Przytaczamy je jako tło, żeby pokazać, na czym polega ryzyko komercjalizacji tam, gdzie kontrola państwa jest słaba.

Doświadczenie innych krajów podpowiada, że opieka długoterminowa utrzymuje się przede wszystkim ze środków publicznych. Według OECD kraje członkowskie przeznaczają na nią średnio około 1,5% PKB, a lwią część tych kosztów pokrywają budżety państw i ubezpieczenie społeczne, a nie prywatne kieszenie. Polska plasuje się w tej statystyce blisko dna — na formalną opiekę długoterminową wydaje jeden z najniższych odsetków PKB w całej organizacji, a różnicę nadrabia niewidzialna, nieodpłatna praca rodzin. Tam, gdzie państwo się wycofuje, opieka nad osobą niesamodzielną nie przechodzi na sprawny rynek, lecz spada na rodzinę — najczęściej na córki i żony, które przejmują ją bez wynagrodzenia.

Opieka jako dobro powszechne

Stanowisko Razem w tej sprawie jest wieloletnie i spójne. Już w 2015 r., w tekście „Nie dla prywatyzacji", partia stawiała diagnozę, że realizacja logiki „prywatne zawsze lepsze" doprowadziła do wycofywania się państwa z kolejnych obszarów życia — z ochrony zdrowia, edukacji, zasobu komunalnego — i że to wycofanie pogorszyło jakość usług, zamiast ją podnieść (partiarazem.pl, 2015). Wniosek nie był fundamentalistyczny w żadną stronę. „Pozwolimy działać rynkowi tam, gdzie działa najlepiej" — pisano — z zastrzeżeniem, że „państwo powinno zapewniać wszystkim (…) dostęp do dobrej jakości systemu zdrowia, edukacji oraz innych usług publicznych".

Warto tu być precyzyjnym, bo ostrze tego sprzeciwu wymierzone jest w komercjalizację zdrowia, szkoły i mieszkalnictwa — obszarów, w których Razem chce publicznego finansowania i publicznego zasobu — a nie w prosty zakaz, by opiekę mógł kiedykolwiek świadczyć podmiot spoza administracji. Widać to w programowej Karcie dla osób z niepełnosprawnościami z 2023 r., gdzie asystencję osobistą — finansowaną w całości z budżetu i bezpłatną dla osoby uprawnionej — na zlecenie gminy może realizować także organizacja pozarządowa, podmiot ekonomii społecznej, a w określonych sytuacjach również firma prywatna spełniająca ustawowe warunki. Rozstrzygające jest zatem nie to, czyje ręce wykonują usługę, ale sposób jej finansowania i zasady, na jakich się ją świadczy: opieka ma być prawem gwarantowanym publicznie, o standardzie i dostępności rozstrzyganych przez ustawę, a nie przez zdolność płatniczą rodziny.

W Deklaracji programowej z 2025 r. ta myśl przybrała formę zasady ustrojowej. Rozdział „Państwo, na które możesz liczyć" otwiera zdanie, że miarą rozwoju państwa jest to, jak traktuje ono ludzi w trudnej sytuacji życiowej, i że dziś polskie państwo tego egzaminu nie zdaje, bo zamiast wspierać osoby wymagające opieki, spycha ten wysiłek na ich rodziny — przede wszystkim na kobiety. Z tej diagnozy wynika propozycja państwa opiekuńczego opartego na jasnych zasadach, w którym opieka przestaje być prywatnym kłopotem, a staje się zobowiązaniem wspólnoty.

Co proponuje Razem

Zasadę tę program formułuje wprost:

Razem opowiada się za nowoczesnym państwem opiekuńczym, w którym pomoc opiera się na jasnych zasadach, a nie na łasce bądź niełasce rządzących. W takim państwie opieka jest dobrem powszechnym i solidarnie finansowanym.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Państwo, na które możesz liczyć”, partiarazem.pl

W praktyce zasada ta rozpisuje się na konkretne zobowiązania z rozdziału „Państwo, na które możesz liczyć":

  • Prawo do bezpłatnej, ustawowej asystencji osobistej i opieki wytchnieniowej dla każdej potrzebującej osoby, finansowane z budżetu — z możliwością, by usługę realizowała także organizacja pozarządowa lub podmiot ekonomii społecznej, przy publicznej gwarancji standardu.
  • Automatyczna waloryzacja wszystkich świadczeń społecznych i progów dochodowych, żeby wsparcie było przewidywalnym prawem, a nie — jak ujmuje to program — „kiełbasą wyborczą".
  • Deinstytucjonalizacja opieki: mieszkania wspomagane, chronione i senioralne zamiast wielkich instytucji, w których o rytmie dnia decyduje placówka, a nie mieszkaniec.
  • Renta socjalna podniesiona do minimalnej krajowej i koniec pułapki rentowej, zastąpionej zasadą „złotówka za złotówkę".

Każdy z tych postulatów rozwijamy osobno w kolejnych tekstach tego serwisu. Łączy je jedno założenie: że opieka nad osobą niesamodzielną jest zadaniem wspólnoty, a nie prywatnym obciążeniem rodziny, którą akurat dotknął los.

Pytanie, które wraca przy każdym z tych zobowiązań, brzmi: skąd pieniądze. Opieka jako dobro powszechne kosztuje, a „solidarnie finansowana" znaczy tyle, że koszt bierze na siebie wspólnota przez progresywne podatki, a nie pojedyncza rodzina w najgorszym momencie swojego życia. Jest to ten sam spór, który toczy się o cały kształt usług publicznych: czy dobra wspólne — zdrowie, szkoła, opieka — mają być finansowane z budżetu i dostępne wedle potrzeby, czy sprzedawane wedle zamożności. Piszemy o tym w siostrzanym serwisie o gospodarce i sprawiedliwym systemie podatkowym, bo bez uczciwie zbudowanych danin państwo opiekuńcze zostaje hasłem bez pokrycia.

Źródła i dalsza lektura