Uruchomienie nowego świadczenia albo podniesienie starego rząd zamienia w wydarzenie — z konferencją, banerem i obietnicą wypisaną wielką czcionką tuż przed wyborami. Późniejsze osuwanie się jego realnej wartości, gdy przez kolejne lata kwota stoi w miejscu, a ceny w sklepach rosną, nie doczekuje się już żadnego ogłoszenia; dzieje się po cichu, bez decyzji, którą można by komuś przypisać. Partia Razem chce ten układ odwrócić i wpisać do ustawy prostą zasadę: wszystkie świadczenia społeczne oraz progi dochodowe, które do nich uprawniają, mają rosnąć automatycznie razem z cenami, a nie zależeć od tego, czy akurat komuś politycznie opłaca się je podnieść.
Jak zamrożony próg po cichu odbiera zasiłek
Najlepiej widać to na kryteriach dochodowych. Zasiłek rodzinny przysługuje dziś rodzinie, w której miesięczny dochód na osobę nie przekracza 674 zł, a jeśli w rodzinie jest dziecko z orzeczeniem o niepełnosprawności — 764 zł. Te progi nie drgnęły od lat: Rzecznik Praw Obywatelskich zwracał uwagę, że kwoty kryterium nie zmieniły się od 2018 r., a rząd, mimo ustawowego obowiązku weryfikacji co trzy lata, zdecydował utrzymać je bez zmian także na kolejny okres — od 1 listopada 2024 r.
Sztywny próg działa jak cichy filtr. Płace nominalne rosną wraz z inflacją, więc dochód rodziny na papierze pęcznieje, choć realnie nie zmienia się nic — te same pieniądze kupują coraz mniej. W pewnym momencie rodzina, której sytuacja materialna ani drgnęła, przekracza granicę 674 zł i wypada z systemu. Nie dlatego, że zaczęła zarabiać na tyle, by poradzić sobie bez wsparcia, ale dlatego, że linia odcięcia stoi w miejscu, a wszystko wokół niej podrożało. Zamrożone progi dochodowe zasiłków oszczędzają w ten sposób budżetowi pieniądze bez żadnej ogłoszonej decyzji — po prostu wypychają z systemu kolejne rodziny, w miarę jak rośnie nominalna płaca. Ten sam bezruch dotyka zresztą nie tylko kryteriów, ale i konkretnych świadczeń: Rzecznik Praw Obywatelskich przypominał, że wysokość zasiłku pielęgnacyjnego nie zmieniła się od 2019 r., choć jest to wsparcie kierowane m.in. do osób z niepełnosprawnością i seniorów, dla których każda złotówka waży najwięcej.
Ten sam mechanizm zjada wartość samych świadczeń. Program „Rodzina 500+" ruszył 1 kwietnia 2016 r. z kwotą 500 zł na dziecko i pozostał na tym poziomie przez blisko osiem lat — dopiero od 1 stycznia 2024 r. świadczenie wzrosło do 800 zł. Przez cały ten czas kwota nie ruszyła się ani o złotówkę, choć pieniądz w kieszeni tracił na wartości z roku na rok. Według rocznych wskaźników GUS ceny towarów i usług konsumpcyjnych rosły kolejno o 2,0% w 2017 r., 1,6% w 2018 r., 2,3% w 2019 r., 3,4% w 2020 r., 5,1% w 2021 r., aż po 14,4% w 2022 r. i 11,4% w 2023 r. Złożone razem, te podwyżki oznaczają, że koszyk zakupów, który w 2016 r. kosztował 500 zł, pod koniec 2023 r. wymagał już blisko 730 zł.
Podniesienie do 800 zł w 2024 r. w dużej mierze nadgoniło tę stratę, zamiast realnie poprawić sytuację rodzin względem punktu wyjścia z 2016 r. A ponieważ i ta kwota nie jest z niczym powiązana, od stycznia 2024 r. znów zaczęła się osuwać — dokładnie tym samym torem, co jej poprzedniczka.
Jak działałaby waloryzacja z automatu
Państwo doskonale umie waloryzować świadczenia z automatu, bo robi to od lat z emeryturami i rentami. Na mocy ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych co roku, od 1 marca, świadczenia rosną według wskaźnika, na który składa się średnioroczna inflacja powiększona o co najmniej 20% realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia. Dzieje się to z urzędu, bez wniosków, bez corocznej debaty i bez uznaniowej decyzji ministra — emeryt nie musi się o nic starać ani niczego pilnować.
Znaczenie takiego automatu widać najlepiej w latach gwałtownego skoku cen. Świadczenie, które przez cały 2022 rok stało w miejscu, w dwanaście miesięcy straciło jedną siódmą realnej wartości, bo tyle wyniosła wtedy inflacja — 14,4%. Mechanizm powiązany ze wskaźnikiem GUS zadziałałby wtedy sam, bez czekania na to, aż rząd znajdzie w kalendarzu miejsce na nowelizację ustawy.
Waloryzacja świadczeń, o której mówi Razem, przenosi tę samą logikę na cały pozostały system wsparcia. Świadczenie wychowawcze, zasiłki rodzinne, świadczenia opiekuńcze i pielęgnacyjne, a także progi dochodowe, które o nich decydują, byłyby co roku przeliczane według jasnego, powiązanego z inflacją wskaźnika. Gdyby taki mechanizm obejmował 500+ od początku, kwota rosłaby stopniowo co dwanaście miesięcy i nie trzeba by żadnego spektakularnego „skoku" o 300 zł naraz, bo świadczenie po prostu nadążałoby za cenami. Gdyby obejmował kryterium zasiłku rodzinnego, próg 674 zł podnosiłby się razem z płacami i nie odbierał wsparcia rodzinom, których realny standard życia się nie zmienił.
Najważniejsze jest to, co automatyczna waloryzacja odbiera politykom: prawo do rozdawania i zabierania wsparcia w rytm kalendarza wyborczego. Świadczenie powiązane sztywno ze wskaźnikiem przestaje być kartą przetargową na kampanię i staje się przewidywalnym elementem budżetu domowego, na którym rodzina może polegać niezależnie od tego, kto akurat rządzi.
Co proponuje Razem
Postulat w Deklaracji programowej z 2025 r. jest sformułowany krótko i bez wyjątków:
Zapewnimy automatyczną waloryzację wszystkich świadczeń społecznych i progów dochodowych uprawniających do ich otrzymywania. Programy społeczne nie mogą być kiełbasą wyborczą, ale skuteczną i dobrze opracowaną strategią.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Państwo, na które możesz liczyć”, pkt 1, partiarazem.pl
Za tym jednym zdaniem kryje się kilka konkretnych następstw:
- „Wszystkich świadczeń", bez listy wyjątków — waloryzacja obejmowałaby nie tylko świadczenie wychowawcze, ale też zasiłki rodzinne, świadczenia opiekuńcze i pielęgnacyjne oraz wsparcie z pomocy społecznej.
- Progi dochodowe rosną razem ze świadczeniami — żeby sztywne kryterium nie odbierało pomocy rodzinom, których dochód wzrósł wyłącznie nominalnie, za samą inflacją.
- Automatyzm zamiast uznaniowości — coroczna zmiana z urzędu, według ustawowego wskaźnika, a nie w wyniku politycznej decyzji podejmowanej „gdy jest budżet" albo „gdy zbliżają się wybory".
- Koniec ze świadczeniem jako kiełbasą wyborczą — wsparcie przestaje być prezentem wręczanym w kampanii, a zaczyna być prawem, którego wartość nie zależy od cyklu politycznego.
Sedno tej zmiany jest ustrojowe. Świadczenie powiązane sztywno ze wskaźnikiem staje się prawem o gwarantowanej realnej wartości, którą trudno uszczuplić po cichu i którą trudniej rozgrywać jako kartę przetargową w kampanii. Rodzina planująca domowy budżet na kilka lat do przodu wie wtedy, że wsparcie nie stopnieje jej w rękach między jednymi a drugimi wyborami, i nie musi co roku sprawdzać, czy zamrożony próg właśnie nie odebrał jej zasiłku, mimo że w jej sytuacji materialnej realnie nic się nie zmieniło.
Automatyczna waloryzacja kosztuje i byłoby nieuczciwie to przemilczeć. Świadczenia rosnące co roku wraz z cenami wymagają przewidywalnego, stabilnego budżetu, a ten bierze się z uporządkowanego i sprawiedliwego systemu podatkowego, w którym najwięcej dokładają ci, których na to stać. O tym, skąd wziąć pieniądze na trwałe, waloryzowane świadczenia bez rozchwiania finansów państwa, piszemy w siostrzanym serwisie poświęconym gospodarce: Razem dla gospodarki. Bez tej strony równania nawet najlepsza obietnica waloryzacji zostałaby kolejnym hasłem, które łatwo ogłosić w kampanii i równie łatwo po cichu wycofać.
Źródła i dalsza lektura
- Partia Razem — Deklaracja programowa 2025 (program)
- Zasiłek rodzinny — kryteria dochodowe 674 zł / 764 zł, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (gov.pl)
- Kryteria dochodowe i świadczenia rodzinne bez zmian — projekt rozporządzenia (Prawo.pl)
- Rodzina 500+ / 800+ — historia i zasady programu (gov.pl)
- Automatyczne podniesienie świadczenia z 500 do 800 zł od 1 stycznia 2024 r. (OPZZ)
- Roczne wskaźniki cen towarów i usług konsumpcyjnych od 1950 r. (Główny Urząd Statystyczny)
- Waloryzacja rent i emerytur w 2025 roku — mechanizm ustawowy (gov.pl)
- Razem dla gospodarki — skąd pieniądze: sprawiedliwe podatki i stabilny budżet
