Asystencja osobista: Razem chce ustawy zamiast corocznego grantu

Dostęp do asystenta osobistego i opieki wytchnieniowej rozstrzyga się dziś co roku od nowa — w konkursie grantowym, w którym gmina albo dostanie pieniądze z Funduszu Solidarnościowego, albo nie. Partia Razem chce w to miejsce prawa podmiotowego: bezpłatnej, ustawowej asystencji należnej każdej potrzebującej osobie, niezależnie od budżetowej koniunktury.

Osoba pcha wózek inwalidzki po drewnianej pochylni na świeżym powietrzu — codzienna scena wsparcia w poruszaniu się.

W polskim prawie asystent osobisty osoby z niepełnosprawnością istnieje właściwie tylko na czas jednego roku budżetowego. Co roku ministerstwo ogłasza nabór, gminy i organizacje pozarządowe składają wnioski, pieniądze płyną z osobnego funduszu celowego — a po dwunastu miesiącach cały mechanizm trzeba uruchamiać od początku. Partia Razem chce zamienić tę coroczną loterię grantową w prawo: bezpłatne, zapisane w ustawie i należne każdej osobie, która wsparcia w codziennym życiu naprawdę potrzebuje.

Problem: coroczny grant zamiast należnego prawa

Asystencja osobista działa dziś w Polsce jako program resortowy, a nie jako ustawowe zobowiązanie państwa. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ogłasza co roku konkurs „Asystent osobisty osoby z niepełnosprawnością", z którego samorządy pokrywają koszt usług. Na edycję 2025 dla jednostek samorządu terytorialnego przewidziano 1 000 488 000 zł z Funduszu Solidarnościowego — kwotę, którą w trakcie naboru trzeba było podnieść z pierwotnie zaplanowanych 800 mln zł, bo zapotrzebowanie gmin okazało się większe. Obok niego funkcjonuje bliźniaczy, również coroczny program „Opieka wytchnieniowa", z którego korzystają rodziny sprawujące stałą opiekę nad bliskimi.

Konstrukcja grantu ma wbudowaną wadę, której żadne dosypanie pieniędzy nie usuwa: brak ciągłości. Skoro program rozpisuje się na rok, to i wsparcie kończy się wraz z rokiem, a nowa edycja rusza dopiero po kolejnym naborze, rozstrzygnięciu i podpisaniu umów. Najwyższa Izba Kontroli prześledziła, jak to wygląda w praktyce, i opisała mechanizm opóźnień: ministerstwo ogłaszało program z takim wyprzedzeniem, że umowy z realizatorami zawierano niemal w połowie roku, przez co usługi ruszały z wielomiesięcznym poślizgiem. Efektem był paradoks — samorządy zdążyły wydać w badanym okresie zaledwie 58% posiadanych środków, mimo że chętnych nie brakowało, bo po prostu zabrakło czasu na realizację usług w skróconym sezonie.

Skala korzystania obnaża, jak wąskie jest to wsparcie. Według ustaleń NIK w 2021 r. z asystencji w ramach programu ministerialnego skorzystało 0,8% uprawnionych osób — rok wcześniej było to 0,4%. W liczbach bezwzględnych mówimy o niecałych 20 tysiącach osób objętych usługą w skali całego kraju. Tymczasem samych osób z niepełnosprawnością Narodowy Spis Powszechny naliczył w 2021 r. 5,4 mln, czyli 14,3% mieszkańców Polski, w tym 3 471 193 osoby z ważnym orzeczeniem. Rzecz jasna nie każda z nich potrzebuje asystenta — wsparcia w codziennych czynnościach wymaga część, dla której niepełnosprawność oznacza realną zależność od drugiego człowieka przy myciu, ubieraniu, jedzeniu, wyjściu z domu czy dojeździe do pracy. Ale nawet ta część idzie w setki tysięcy, a program dosięga dwudziestu tysięcy. Reszta zostaje z opieką rodziny albo bez niczego.

Tam, gdzie państwowego wsparcia brakuje, obowiązek opieki spada na rodzinę — a mówiąc dokładniej, najczęściej na kobiety, które rezygnują z pracy zarobkowej albo ograniczają ją do minimum, by opiekować się dorosłym dzieckiem, rodzicem czy partnerem. Opieka bez asystencji i bez wytchnienia zamyka je w roli całodobowego opiekuna, z której trudno wyjść na rynek pracy, do własnego leczenia czy choćby na kilka dni odpoczynku. Grantowy charakter wsparcia utrwala tę pułapkę: skoro usługa bywa i skoro w każdej chwili może się urwać, trudno oprzeć na niej jakikolwiek trwały plan życiowy — ani osobie z niepełnosprawnością, ani jej bliskim.

Pieniędzy w systemie wsparcia osób z niepełnosprawnością wcale nie jest przy tym mało — są tylko rozproszone i skierowane gdzie indziej. Największy fundusz celowy, PFRON, dysponuje budżetem liczonym w miliardach złotych, ale lwią jego część pochłaniają dopłaty do wynagrodzeń wypłacane pracodawcom zatrudniającym osoby z niepełnosprawnością. Wsparcie trafia więc do firmy, nie do człowieka, a na usługi umożliwiające samodzielne życie — asystencję, mieszkania wspomagane, opiekę wytchnieniową — zostają osobne, znacznie skromniejsze i corocznie odnawiane pule.

Jak wyglądałoby prawo podmiotowe

Różnica między programem grantowym a prawem podmiotowym nie jest różnicą wielkości budżetu, tylko różnicą tytułu prawnego. Grant to pula, którą państwo może rozpisać albo nie, powiększyć albo obciąć, ogłosić na czas albo z poślizgiem — a obywatel jest jego beneficjentem wtedy, kiedy akurat starczy miejsc i pieniędzy w jego gminie. Prawo podmiotowe działa odwrotnie: to roszczenie, którego można dochodzić. Jeśli spełniasz ustawowe przesłanki, wsparcie ci się należy, a zadaniem administracji jest je zorganizować, nie zaś zdecydować, czy w tym roku ma na nie ochotę i środki.

Dla osoby z niepełnosprawnością ta różnica jest namacalna. Asystencja ma sens tylko wtedy, gdy jest ciągła — bo urwana w połowie roku odbiera dokładnie to, co wcześniej umożliwiła: utrzymaną pracę, rozpoczętą naukę, relacje poza domem, rytm dnia niezależny od dyspozycyjności rodziny. Prawo podmiotowe znosi coroczną niepewność, bo nie wygasa z końcem edycji programu. Zamiast limitu miejsc wprowadza indywidualną ocenę potrzeb — to zakres wsparcia dopasowuje się do człowieka, a nie człowiek do widełek dostępnego grantu. I przenosi ciężar organizacyjny tam, gdzie powinien być: na państwo i samorząd, które mają usługę zapewnić, a nie na osobę, która co rok od nowa dowiaduje się, czy w jej powiecie ktoś zdążył złożyć wniosek.

Taki model nie jest w Europie egzotyką. Kraje nordyckie i — bliższa Polsce poziomem zamożności — Słowenia od lat organizują wsparcie wokół idei niezależnego życia, w której osoba potrzebująca pomocy przy każdej codziennej czynności wciąż sama decyduje o kształcie swojego dnia. Asystencja jest tam narzędziem tej niezależności, a nie doraźną zapomogą przyznawaną na sezon.

Co proponuje Razem

Deklaracja programowa Partii Razem stawia sprawę wprost — asystencja i opieka wytchnieniowa mają przestać być programem, a stać się prawem:

Zagwarantujemy każdej potrzebującej osobie prawo do bezpłatnej, ustawowej asystencji osobistej i opieki wytchnieniowej. Ujednolicimy system orzecznictwa i oddzielimy go od systemu wypłaty świadczeń oraz ułatwimy uzyskiwanie trwałych orzeczeń.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Państwo, na które możesz liczyć”, pkt 4, partiarazem.pl

W programie i w partyjnej karcie dla osób z niepełnosprawnościami ten zapis rozpisany jest na konkrety. Asystencja ma być w pełni bezpłatna dla osoby z niepełnosprawnością i finansowana z budżetu państwa, a nie z corocznie odnawianego grantu. Organizuje ją gmina właściwa dla miejsca zamieszkania, ale to osoba uprawniona wybiera usługodawcę oraz konkretnego asystenta — zgodnie z zasadą relacji „jeden na jeden", w której to ona kontroluje, jak wsparcie jest realizowane. Usługę przyznaje się na dłuższy okres, minimum dwóch lat, na podstawie zindywidualizowanego badania potrzeb, a nie samej treści orzeczenia. Praca asystenta ma być zawodem z prawdziwego zdarzenia: etatowym, z wynagrodzeniem zbliżonym do przeciętnego w gospodarce, a nie dorywczym zajęciem opłacanym z resztek programowej puli. Do tego dochodzi opieka wytchnieniowa — czas, w którym rodzina sprawująca stałą opiekę może odpocząć, nie zostawiając bliskiej osoby bez wsparcia.

Za tym stoi spójna filozofia, którą Razem nazywa deinstytucjonalizacją: przesunięcie wsparcia z wielkich domów pomocy społecznej do lokalnych społeczności — do mieszkań wspomaganych i treningowych, w których człowiek żyje wśród sąsiadów, a nie za murem instytucji. Asystencja jest tu narzędziem podstawowym, bo bez niej niezależne życie poza instytucją bywa fizycznie niemożliwe. Ujednolicenie orzecznictwa i oddzielenie go od wypłaty świadczeń domykają układankę — dziś osobne systemy orzekają o rencie i o stopniu niepełnosprawności, a trwałe schorzenia potrafią wymagać powtarzanych co kilka lat komisji.

Asystencja osobista to zarazem jeden z odcinków szerszego systemu wsparcia, w którym opieka długoterminowa, zdrowotna i społeczna powinny się zazębiać, a nie odsyłać człowieka od okienka do okienka. O tym, jak wygląda drugi biegun tego systemu — publiczna ochrona zdrowia i opieka długoterminowa nad osobami niesamodzielnymi — piszemy w siostrzanym serwisie Razem naprawi zdrowie, bo granica między „opieką zdrowotną" a „wsparciem społecznym" przebiega często w poprzek jednego gospodarstwa domowego i jednej codziennej potrzeby.

Źródła i dalsza lektura